poniedziałek, 31 sierpnia 2015

PIEPRZYĆ STUDIA - ZOSTAJĘ RYCERZEM.

 Czyli Europejski Festiwal Średniowieczny w Horsens.

Zaczęło się od wielkiego korowodu - tu jakiś pan z dzidą

Dziadek i babcia - lalkarze

Krowy. Prawdziwe!

Tancerki brzucha... może to dyskryminacja, ale cosik stare jak dla mnie

"Kmiocie, gadaj ino chyżo, którędy do zamku!"

Zabrać ten maszt z tyłu i wypisz wymaluj pocztówka z jakiejś bitwy

"Zbyszek, ja już mam dość tej roboty..."

Ot, przypadkowi przychodnie

Karuzela...

Jedna z lokalnych atrakcji turystycznych

Budynek więzienia - może nie z epoki, ale klimat miał

Pochodnie robiły niezłą zadymę

Główna arena turniejowa. Ktoś tam się tłukł chyba

W sumie to miło, kiedy przypadkiem trafiasz na jedną z większych tego typu imprez na Starym Kontynencie. Okazuje się, że impreza odbywa się regularnie od 1992 roku [dobry rocznik, powiadam], kiedy to Horsens obchodziło swoje 550-lecie. Średniowieczny piknik przyciągnął jakieś 20 tysięcy luda, wobec czego postanowiono o jego kontynuacji. Pierwotnie odbywał się w samym centrum miasta - to musiał być widok... i miałbym bliżej. Teraz festiwal miał miejsce w FÆNGSLET, starym miejskim więzieniu, do którego udało mi się już wcześniej wpaść.

Rogi, z jakiegoś triceratopsa chyba

Flaszek ci u nas dostatek było

Skąd lód mieli w sierpniu, to ja nie wiem

Kradłbym jak popadnie

Miniaturowe katapulty - dlaczego ja nie miałem takich zabawek?!


Kuźnia z prawdziwego zdarzenia

Mistrz Ulricus ze swym kramem


Tak, przy organizacji tej imprezy ucierpiały zwierzęta

Ładna wystawka

Kram obwoźny... albo obnoszny

Żeby to krótko opisać... magia. Mimo wielonarodowego tłumu "zwykłych ludzi" przewalających się po terenie, wchodzisz po prostu do innego świata. Kramy zastawione rogami, futrami, wyrobami skórzanymi i dzianinami, ozdobami, oporządzeniem, drewnianym orężem dla młodzików - brakuje Ci tylko sakiewki pełnej koron, by sypać nimi i brać wszystkie te cuda. Obok - tymczasowe gospody i stoiska serwujące wszelkiej maści strawę i napitek, oczywiście bez żadnych hamburgerów czy inszego współczesnego dziadostwa. Tłuste mięsiwa, chrupiące bułki, słodkie pandekagi [zwykłe naleśniki, ale jak to brzmi po duńsku!] i łakocie, a za talerz - liść sałaty. Jadało się palcami, zgodnie z ówczesnym obyczajem. 


To średniowiecze, umierało się często w końcu

Pan rycerz

"To ja mu na to - idź i wychędoż się sam, haha!"

Niewolnicza praca dzieci, ale kto by się wtedy tym przejmował


Kondukt pogrzebowy

Mistrz kowalstwa przy pracy

Popularny niegdyś taniec towarzyski

Opancerzona wersja pojedynku na spojrzenia

"Czy tam było ograniczenie do 20-tki?"

Kiedy już oczy przestały się miotać za wszystkimi tymi cudami, zauważyć można było całe obozowiska rycerzy, proste namioty pospólstwa, zakłady rzemieślnicze i polowe kuźnie - a taki przybytek wyposażony w stosownie ubraną obsadę. Pomijając jakieś randomy w adidasach, rekonstruktorzy wyglądali naprawdę profesjonalnie. Od butów, przez pludry i sukmany, aż do śmiesznych czapek i czepków. Brodaci mężowie, urodziwe dziewoje, dziatwa plącząca się pod nogami, siwi mistrzowie w swoich warsztatach - przekrój wiekowy naprawdę był duży, choć nie wiem, czy w XII wieku ktoś dożywał siedemdziesiątki... Grunt, że wyglądało dobrze.

Bo sekcja rytmiczna to podstawa!

Tacy średniowieczni Daft Punk

Tryzna pocina na scenie

Rock around the... drums

Może nieco mniej wyskokowi, ale w końcu "wiedźmińscy" - Percival

Poczuj moc liry korbowej, dziewko!


A gdy zapadał zmrok, to dopiero był klimat...

Najbardziej przemawiała do mnie jednak muzyka. Na trzech scenach przez cały czas trwania festiwalu, niemal nieustannie prezentowały się grupy i zespoły grające na instrumentach z epoki średniowieczne listy przebojów. Dudy, skrzypki, piszczałki, trąbki, liry korbowe, lutnie, cyntry, werble i bębny... Nie podejrzewałem, przyznam, że muzyka tworzona na takim sprzęcie może naprawdę dawać czadu. Proste melodie, wyraźmy rytm i to wszystko bez nagłośnienia [w większości przypadków], a nogi same niosły do tańca. Hej, naprawdę się czuło moc. W czasach, kiedy jedynie żywy grajek umożliwiał posłyszenie muzyki, działało to na człowieka znacznie mocniej. Intensywniej. I chyba dlatego te kawałki tak mocno dotykały, zarówno te spokojne, jak i skoczne. Damn.
W ramach podzięki tym niesamowitym ludziom [na zakup ich płyt stać mnie oczywiście nie było] polecam ich z całego serca:
Ramashang

Puchacz (Bubo Bubo)

Jakiś mniejszy model sowy

Prawie udany obrzęd ożywienia nieboszczki

Ehm... bee?

Średniowiecze średniowieczem, ale BHP musi być!
Link do albumu ze wszystkimi zdjęciami:
klik.

piątek, 28 sierpnia 2015

Ładnie tu

Czyli zdjęcia robione gofrownicą z wycieczek po okolicy.

Totalnie urokliwy zakątek, dosłownie rzut beretem od mojej uczelni.

Więcej łódek, więcej klimatu.

Świadectwo, że jednak mieli tu też lato.

Duńskie kaczki, aż mi się ładnie w szereg ustawiły do zdjęcia.

Jak znalazł na piknik jakiś.

...i w takich miejscach czujesz, że jednak może być tu fajnie.

Miejsce do kontemplowania fiordu - komu się chce kosić to wszystko?
Jest nawet plaża. W ryj glonów, muszli kamieni, piasku 2 metry, ale jest.

Wchodzisz do wody na 50 metrów, a nawet nie zakryje Ci kolan. Niby bajer, ale jak tu się kąpać.
Małe Duńczyki [serio, może po 8-9 lat mieli] uczą się pływać na swoich śmiesznych łódeczkach.
I weź tu nie podejrzewaj, że to przygotowanie do wikińskich rajdów i morskich łupieży od małego.